- Jeśli trener się o tym dowie... - Dawid
wstrzymał oddech, przerażony wizją wściekłego Kruczka. - Na pewno się dowie.
Sam widziałeś, jak skoczyłem w próbnej. Przecież on tutaj zaraz wparuje, będzie
chciał wiedzieć wszystko, wymusi na mnie prawdę torturami! Pewnie już grzeje
prostownicę i szuka po sklepie jakieś turbochemicznej odżywki do włosów.
- Stary, nie
panikuj. - Mruknął Ziobro. Próbował udawać opanowanego, by w ten sposób
wesprzeć Dzióbiego, ale, szczerze mówiąc, telepał się jak tłuszczyk na ciele
starych związkowców. - Wymyślimy jakąś historyjkę.
-
Wymówka ze zdechłą rybką ani malowanie płotu przyszłej teściowej tym razem nie
przejdą. - Kubacki wydął usta. - Jestem zgubiony!
Wtem rozległo się głośno pukanie. Dawid
wstrzymał oddech, w duchu odmawiając zdrowaśki, by jego śmierć była szybka i
bezbolesna. Wiedział, że wściekły Kruczek to nie łagodny Kruczek.
Jednak rozczapirzona głowa, która po
chwili pojawiła się w drzwiach domku nie należała do Łukasza. Tak samo, jak
żółta kurtka z czarnym napisem "Deutschland" na plecach i twardy,
niemiecki akcent.
- Guten Tag.
- Rysiek! - Z serca Dzióbiego spadł głaz
wielki jak ego Kota. Z tego szczęścia miał ochotę wyściskać Freitaga, póki temu
nie zabraknie tchu. Może pożyje jeszcze pięć minut!
Może w tym czasie wymyśli jakąś lepszą
wymówkę.
- Przyniosłem ulotki, o których wczoraj
wam mówiłem.
Albo dowie się kolejnych rzeczy, których
powinien się wstydzić. Które sprawią, że trener tupnie nogą, zbełta, powyklina i
wyrzuci z drużyny...
*
Norwegowie byli naprawdę zabawni, choć w
piciu narzucali takie tempo, że Dzióbao szybko przywitał się z helikopterem w
głowie. Tylko, że jakoś mu to nie przeszkadzało. Bo przecież było całkiem miło,
a Dawidowe myśli nie pędziły ku presji, jakiej starał się codzienne sprostać.
No i - co ważniejsze - znalazł nowych kumpli, takich, którzy nie śmiali się za
każdym razem, gdy zaczynał rozmowę o rossmanowych promocjach lub nawijał o
nowych, modowych trendach.
Nawet Janek patrzył na niego przychylniejszym
okiem, gdy Dzióbi poruszał temat wpływu niskiej temperatury na kondycję włosów.
A przecież na każdą kłakową wzmiankę reagował wręcz alergicznie!
Wszystko wreszcie się układało!
- Mogę się dosiąść?
Koło ich stolika zatrzymał się Richard Freitag.
Kubacki przekręcił nieco głowę, zastanawiając się, czy w czasie tego Sylwestra
spotkał się już z Niemcem. Cóż, w ciągu wieczoru przewinęło się przez jego
życie wielu ludziów, ale zdecydowanie nie było wśród nich Ryśka. A dziwne, bo
przecież skoczek od melanży nigdy nie stronił.
W każdym razie, Freitag otrzymał odpowiedź
pozytywną i wraz ze swoim piwem przysiadł się do polsko-norwerskiej paczki.
- Musiałem wyrwać się z hotelu, bo Wanki i
Sevik kłócą się jak stare małżeństwo. Nawet talerze i wkładki latają. -
Wytłumaczył Niemiec, obracając w dłoniach butelkę heinekena i uśmiechając się
nieco nerwowo. - Wiecie może, o co im poszło?
Każdy wlepił wzrok w coś, co nie było
oczami Freitaga; Dzióbi okazał zainteresowanie własnym, poogryzanym paznokciom,
Janka zainteresowała kula dyskotekowa, Tom kontrolował końcówki swoich włosów,
Fannemel zaczął hejtować jakieś lale, które nie mogły oderwać od niego wzroku,
a Velta... Velta po prostu gapił się w przestrzeń z totalnym nieogarem na
fejsie.
- Czyli wiecie.
- To długa historia. - Westchnął Tom z
miną kogoś, kto nie ma czasu na pierdoły. - Wiesz, jak to jest, Wank chciał
dobrze, a wyszło jak zawsze. Ale teraz to nieważne. Napijmy się.
I się napili. A potem znowu i znowu. Aż
Dejvi zapomniał, jak ma na nazwisko i każdemu - no okej, każdej nowo poznanej
niewieście przedstawiał się, jako Michał Anioł. I flirtował! Walterze słodki,
flirtował, jakby był zakochaną na zabój licealistką próbującą zdobyć aktualną
miłość swojego życia. Szło mu, jakby co najmniej samym Hilde był, a kobiety,
słodki niczym miód, lgnęły do niego z szybkością Usaina Bolta.
W życiu nie miał takiego powodzenia, jak
tej nocy!
- Hej, Jungs,
musicie wpaść do mojego Ferienhaus! -
Richard objął ramionami Dawida i Janka, nieco chwiejąc się na nogach. Jego oczy
lśniły od alkoholu, a włosy zaczęły żyć swoim życiem, niemiłosiernie się wijąc
i odstając na wszystkie strony świata. - Mamy bardzo fajną ofertę dla
sportowców! Dla was ze zniżką, meine
Kollegen!
Kubacki wyswobodził się z objęć Niemca. O
nie, wiedział, że jak Ryś zacznie ględzić o swoim Ferienhaus to nie poprzestanie na jednym zdaniu. Będzie mówić i
mówić, aż nocy będzie mu mało.
- Wpadniemy, na pewno.
- Widoki są cholernie wunderbar! Naprawdę, lepszych w Niemczech nie uświadczycie. Nasz
pensjonat wygodny, w okolicy znajdzie się bar z schӧne paniami. Wszystko, co chcecie znajdziecie w Ferienhaus Freitag.
- Wierzymy ci na słowo...
- Ależ ja nie kłamię. Pojedziecie,
zobaczycie...
- Wiemy, wiemy.
- Ale...
- Rysiek! Zobacz, jaka ładna dziewczyna.
Richard obrócił głowę, spoglądając na
młodą kobietą siedzącą w kącie baru i sączącą kolorowego drinka.
- Okej, przyniosę wam jutro ulotki. A
teraz idę zaprosić tę piękną damę, bo wiecie, mamy ładne apartamenty dla
małżeństw. Jeszcze nie wiem, czy są, uh, wygodne. Muszę je wypróbować. I chyba
wiem z kim.
- Idź już!!!
I poszedł.
- Jak myślisz, ile z nim wytrzyma? - Janek
szturchnął Dawida w bok, z rozbawieniem patrząc jak Freitag, nawijając na palce
swoje ciemne włosy i robiąc słodkie minki, próbuje uwieść dziewczynę.
Dzióbi obdarzył Niemca oceniającym
spojrzeniem.
- Na pewno niedługo. Więc zwiewajmy.
Więc wyszli z klubu, kierując się w stronę
hotelu. Noc była jasna, choć cholernie zimna. Śnieg skrzypiał pod nogami, echa
śmiechów niesione ulicami Garmisch dźwięczały w uszach. Dawid niepewnie
spojrzał na Janka.
- Nie będziemy rozpamiętywać naszej
kłótni, prawda? Nie lubię się z tobą kłócić.
- Wiem, Dzióbi. - Ziobro uśmiechnął się
lekko. - Oboje byliśmy idiotami, ale wiesz, jesteś moim przyjacielem i nikt
tego nie zmieni.
Kubacki wyszczerzył zębami.
- Dobrze to słyszeć. - Powiedział. - Nie
chce mi się jeszcze wracać do hotelu. W końcu to Sylwester, jej, nawet nie
pamiętam, kiedy ostatni raz porządnie schlałem się w Sylwestra!
- Poczujesz to jutro i to bardzo mocno. -
Zachichotał Janek. - Powinieneś pójść spać, jutro konkurs.
Blondyn westchnął głęboko, jakby nagle
markotniejąc. Spojrzał na Jaśka smutnymi oczami, ręką potarł szorstki policzek.
To chyba nadszedł TEN moment - taka krótka chwila, kiedy Dawid jest na tyle
pijany, by uzewnętrzniać się każdej napotkanej osobie. Włącza wtedy w telefonie
swoją emo playlistę, wyrzuca z siebie wszystkie troski, trochę użala się nad
niesprawiedliwością świata, a potem popija swoje wyznania jakąś mocną gorzałą i
na powrót jest wesołym Dzióbao, którego poczucie humoru nie zna granic.
Janie, ratuj się póki możesz.
Kubacki wyciągnął z kieszeni telefon,
poszperał w nich trochę, a kiedy z głośnika wypłynęła piosenka Jeden Osiem
"Jak zapomnieć", uśmiechnął się satysfakcją.
- O nie. - Jęknął cicho Ziobro.
- Posłuchaj. - Dawid usiadł na pierwszej
napotkanej ławce i pociągnął kumpla za rękaw, by ten usiadł obok niego. - Na
kochanicę Apolla, wszystko jest tak, jak być nie powinno. I to nie tylko
dzisiaj, to tak... przez całe życie.
Janek wykrzykiwał twarz w grymasie i
uniósł głowę, w duchu wręcz krzycząc do Tego na Górze o wręcz anielską
cierpliwość do tego kudłatego barana. Bo z takim to naprawdę trudno wytrzymać,
zwłaszcza, jeśli przebywasz z nim prawie dwadzieścia cztery na siedem.
- Co masz na myśli? Tylko - Ziobro rzucił
blondynowi ostre spojrzenie - zero nawijania o włosach.
Dzióbao spochmurniał, ale grzecznie
pokiwał głową.
- Bo ja skacze na lewo, wiesz? A jak nie
skacze na lewo to za wysoko. Albo za krótko. Ewentualnie wszystko na raz. I tak
mało czasu spędzam ze swoją dziewczyną, a jeśli już spędzamy razem czas to jemy
i oglądamy tv. Tak jakbyśmy byli starym małżeństwem. Na litość kruczkowską, to
już przecież Tajner ma bardziej urozmaicone życie miłosne łamane przez
erotyczne.
- Cóż, nikt nie posiada w sobie tyle
seksapilu, ile Apollo.
Dawid parsknął.
- Zawsze myślałem, że to ja jestem
pierwszą twarzą polskiej drużyny w skokach narciarskich. A tu okazuje się nią sześćdziesięcioletni facet z nadwagą.
Jeden Osiem zamilkli, by po chwili mogła
rozbrzmieć Verba i "Młode Wilki VI". Czyli robiło się coraz
sentymentalniej, a tym samym coraz gorzej. Janek na samą myśl aż zadrżał i już
począł szukać po kieszeniach czystych chusteczek, które będzie mógł podarować
Dawidowi, gdy ten całkiem się rozklei.
Dzióbi zawsze płakał, przy "Młodych
Wilkach".
- Czuję się nieszanowany. A ja tylko
chciałbym, aby ktoś mnie podziwiał, by patrzył na mnie jak na superbohatera,
który potrafi wzbić się w powietrze i pływać wśród chmur. Bożenko, jaka ta
piosenka jest smutna.
- Chusteczkę?
- Jasne, dzięki. Jesteś najlepszy, wiesz?
Chociaż ty jeden jesteś przy mnie, choć jestem chodzącą porażką.
- Eejj. - Janek szturchnął kumpla w bok,
by trochę go rozweselić. - Ale nikt nie ma takich zdrowych i ładnych włosów jak
ty.
- No racja. - Dawid uśmiechnął się przez
łzy, po czym przełączył piosenkę na Rubika. - No co? Tamta mnie tak bardzo
dołowała. - Wyjaśnił, gdy podchwycił zdziwione spojrzenie Ziobry.
Jan wzruszył ramionami.
- Możemy sobie poklaskać jak chcesz. I
pośpiewać! Mówią, mówią, że mówią, że to
nie jest miłość, nie.
- Ładnie wyciągasz, ale... - Dawid wykonał
bliżej nieokreślony ruch głowy. Janek nie zrozumiał.
- Że niby okna z ram wypadają? No bez
przesady.
- Nie. - Dawid zaśmiał się. - Czas zmienić
Rubika na Matta Pokorę i odwiedzić hotel Francuzów. I może wreszcie zacząć
słuchać kogoś na czasie, wiesz 1D, Sarsa i takie tam.
Wina!
Dużo wina!, pomyślał tylko Ziobro i dał porwać się Dzióbackiemu.
***
- Roquefortu?
- Co?
Jan spojrzał podejrzliwie na Ronana Lamy
Chappuisa, który stał przed nim z wielkim uśmiechem na twarzy i kawałkiem
jakieś dziwnej masy w ręce. Śmierdzącej masy, trzeba dodać. Polak skrzywił się
i aby ukryć niechęć, wziął potężny łyk wina ("najlepszego wykwintnego
wina, lepszego w całej Francji nie znajdziesz" - Descombes Sevoie 2k15). Hej, przecież żadnych żabich udek czy innych
ślimaków nie będzie jadł, mowy nie ma. Jeszcze się potruje i cały dzień spędzi
w łóżku, raz po raz biegając do toalety, zamiast dopingować orzełków na
skoczni.
- Sera, ignorancie. - Ronan fuknął,
obdarzając go pełnym wyniosłości spojrzeniem. Odwrócił się na pięcie i dumnie
odszedł w stronę Kubackiego.
Niedobrze,
czyżbym złamał etykietę królewską?
Z poczuciem winy podszedł do stołu, który
uginał się od dziwnych, francuskich przystawek i butelek z winem. Krytycznie
prześlizgnął wzrokiem po tych wszystkich - okej, niech im będzie -
wspaniałością, po czym zatrzymał spojrzenie na czymś dziwnym, białym i w
niebieskie plamki.
To
niby ser? Capi jak majtasy Bieguna.
Jan zacisnął palcami lewej ręki nos, do
drugiej dłoni biorąc kawałek tego, eh, sera. Zamknął oczy, zmówił zdrowaśkę i
wziął porcję roquefortu do ust. Przez chwilę chciał zwrócić przeżuwany kawałek
i wypić całą butelkę Château Calon-Ségur rocznik 1996, aby pozbyć się tego
ostrego, nieprzyjemnego posmaku, póki nie zorientował się, że w sumie ten ser
nie jest taki zły. Właściwie smakował mu. O
Klemeńku wciąż rosnący, przecież to smakuje, jak olimpijski medal wywalczony
latami treningów, hektolitrami krwi oraz potu. Niebo w gębie!
Skoczek pożarł cały talerz, nie przejmując
się tym, że prawdopodobnie tak nie wypada. Bo jak żreć taki wykwintny ser,
jakby był jakimś kawałkiem kiełbasy wiejskiej? Toż to powinno się stać w
szanowanym towarzystwie i rozpływać się nad walorami smakowymi tego ósmego cuda świata. Jednakże Janek pieprzył to. Nie mógł powstrzymać się przed pochłonięciem
każdego kawałka roquefortu. Z ustami wciąż wypchanymi serem pobiegł do Ronana,
który spojrzał na niego z przerażeniem.
- W pytę ten wasz ser! - Pochwalił Ziobro,
a nabiałowe okruszki poleciały prosto na wykrochmalony kołnierz Francuza.
Ronan zaczerwienił się po koniuszki uszów,
nawet nie próbując kryć odrazy.
- Cóż to za zniewaga!
I w tym momencie Janek poczuł, że koniec
świata jeszcze nigdy nie był bliższy.
************
No cześć po - o rety - prawie trzech miesiącach!
Przepraszam za tak długą nieobecność i, aby chociaż w małym stopniu ją zrekompensować, starałam się, by rozdział był odrobinę dłuższy niż te ostatnie. Całość okazała się średnia, ale bardzobardzobardzo potrzebuję nowego sezonu. Rozumiecie, nie? :(
W ogóle... jesteście tutaj, prawda?
Halo?